wtorek, 29 lipca 2008

Wywiad: Monaco jak Pekin

- Na liście startowej znalazło się aż 14 zawodniczek, pewnie wszystkie będą startowały w eliminacjach w Pekinie. Jestem ciekawa tego konkursu - mówi przed dzisiejszym mityngiem w Monte Carlo Monika Pyrek. Polska tyczkarka marzy o olimpijskim medalu w Pekinie

Łukasz Jachimiak: Jak się pani czuje kilkanaście dni przed swoim najważniejszym konkursem w karierze?

Monika Pyrek: Dziękuję, dobrze. Jestem w miarę spokojna i naprawdę zadowolona.

Tak dobrze się pani trenuje i startuje?

- Ze startami jest różnie, bo to zawsze tylko jeden dzień, czasem trafi się na złe warunki pogodowe. Ale przygotowania oceniam bardzo pozytywnie. Przed mityngiem w Sztokholmie miałam 10-dniowy obóz w Formi. Ze swojej formy, którą tam prezentowałam, jestem zadowolona w 90 proc.

Te brakujące 10 proc. może dać supertajna broń, jaką jest nowa tyczka?

- Nie przesadzajmy z tą supertyczką. Po prostu uznaliśmy z trenerem, że lepiej będzie, jeśli z tyczki 4,45 m przejdę na dłuższą o 5 cm. W walce na dużych wysokościach lepiej mieć ten zapas, móc wyżej założyć uchwyt.

Szykuje pani tę tyczkę dopiero na Pekin czy użyje jej już w Monte Carlo?

- Bardzo możliwe, że skorzystam z niej już teraz. Nieźle mi się z nią skakało na treningach, więc warto byłoby spróbować i w zawodach. Ale to zależy od pogody. Jeśli będzie wysokie skakanie, wtedy tyczka się przyda.

No właśnie, na jak wysokie skakanie stać Monikę Pyrek?

- Na 4,80 m, a chciałabym bardzo skoczyć 4,85, a więc pobić swój rekord życiowy [4,82 m].

Taki wynik chyba gwarantowałby srebrny medal? Bądźmy realistami, na złoto szansę ma tylko Jelena Isinbajewa.

- No tak, Jelena jest w świetnej formie, żeby ją pokonać, pewnie trzeba byłoby pobić rekord świata, na co nie stać żadnej z nas. O inne medale walka będzie wyrównana.

W Monte Carlo spotka pani rywalki w walce o ten krążek. Dobre przetarcie czy duża niepewność, co pokażą?

- Przecieków na temat wyników przeciwniczek nie mam, ale nie myślę o tym. Skaczę, pracuję nad formą. A że teraz spotkamy się wszystkie? Dobrze, będzie po prostu mocno obsadzony konkurs. Na liście startowej znalazło się aż 14 zawodniczek, pewnie wszystkie będą startowały w eliminacjach w Pekinie. Jestem ciekawa tego konkursu.

Do stałych rywalek, które wymieniane są zawsze przy okazji mistrzostw świata czy Europy, doszła chyba pani jeszcze Brazylijka Fabiana Murer?

- Na pewno z nią trzeba się liczyć. Skoro skoczyła 4,80 m, jest w ścisłej czołówce.

A Anna Rogowska? W Sztokholmie obie wypadłyście świetnie. Chyba wszyscy chcielibyśmy, żeby w Pekinie podium wyglądało tak samo - Pyrek i Rogowska tylko za Isinbajewą.

- Oj, to byłoby spełnienie naszych marzeń. Ania dochodzi do coraz lepszej dyspozycji. Myślę, że ona też będzie się liczyć.

Wierzy pani w zdobycie tego brakującego medalu olimpijskiego?

- Wierzę i bardzo go chcę. Czuję się dobrze, a przede mną zgrupowanie w Japonii, gdzie powinnam zyskać jeszcze lepszą formę. Już w Sztokholmie stać mnie było na wyższe skakanie niż osiągnięte 4,70. Niestety, było za zimno. W Pekinie pewnie będzie upał, zwłaszcza podczas eliminacji, które zaczną się o 10 rano. Trochę się tego obawiam, ale i tak jestem naprawdę dobrej myśli.

Transmisja z mityngu w Eurosporcie i TVP Sport od godz. 19.30/ źródło sport.pl

Brak komentarzy: