poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Smutek...

Niestety nie udało się zrealizować olimpijskiego marzenia...

Konkurs olimpijski z początku układał się po mojej myśli, ale niestety zaciełam się na wysokości 4.75. Nie wiem czym to było spowodowane. I takim sposobem odpłynął medal olimpijski. Myślę, że po części nie wytrzymałam psychicznie presji wywieranej na mnie przez otoczenie ale też przeze mnie samą. Tak bardzo chciałam, że aż za mocno! Teraz nasuwają się miliony innych rozwiązań, zagrywek technicznych, doboru tyczek i ustawień stojaków. Ale trzeba było mieć tyle myśli w trakcie konkursu, a nie po fakcie. Zawiodło trochę moje bieganie, nie czułam się pewnie na rozbiegu.

I pewnie znalazłabym wiele innych przyczyn niepowodzenia, ale przede wszystkim chciałabym podziękować za wsparcie najbliższych, moich przyjaciół, znajomych, którzy trzymali bardzo mocno kciuki za mój dzisiejszy występ. Za wszystkie maile i wpisy, również te na naszej klasie. Były to dla mnie piękne wyrazy wsparcia. Wywoływały i uśmiech i łezki wzruszenia. Dziękuję jeszcze raz z całego serca!

Pozdrawiam

Monika

1 komentarze:

szczepan pisze...

Pani Moniko,
Jak wielu z polskich kibicow ja tez czekalem na Pani wystep w Pekinie - nie ukrywam, ze po cichu liczylem na medal. Czasem jednak zdarzaja sie w zyciu chwile, w ktorych sami nie wiemy co sie dzieje, czy opadaja sily, czy tez brakuje nam tego "kopniecia", ktore zniweluje do minimum stres i pozwoli skupic sie tylko na obranym przez nas celu. Czasem tak jest - w pelni to rozumiem. Wazne zeby zbyt duzo o tym nie myslec, nie roztrzasac i nie gdybac - co by bylo gdyby...
Patrzec w przyszlosc. Optymistycznie patrzec w przyszlosc nie tak znowu daleka. Londyn juz nie dlugo. Isinbajewa nie bedzie wiecznie bic rekordow swiata. To sie zmieni. Ja w to wierze.
Trzymam mocno kciuki za Pania, trenerow i wszystkich, ktorzy ciezko pracuja i robia kawal dobrej roboty dla polskiego sportu.
Wierze, ze bedzie dobrze.
Pozdrawiam